Słówko na dobranoc

Turyn, Włochy – 1848 – Jak głosi tradycja, to Matusia Małgorzata jako pierwsza zaczęła kierować do chłopców słówka przed ich udaniem się na spoczynek. A potem Ksiądz Bosko każdego dnia kierował do swoich chłopców krótkie przemówienie, które z czasem przyjęło nazwę “słówka na dobranoc”. Ks. Bosko zaczął je wygłaszać w 1848 roku. “Od tego czasu zacząłem kierować do nich krótkie kazanie po wieczornych modlitwach” – jak sam to wspomina. Jeśli ta “katedra” mogłaby przywołać wszystkie te dobre mowy Księdza Bosko, bylibyśmy w stanie odtworzyć charyzmat Świętego w jego pierwotnej wersji.

Fragment wywiadu z byłym wychowankiem Bursy Salezjańskiej…..

 

Wspominałeś wcześniej o internacie. Postaram się zamknąć ten temat. Bursę można nazwać szkołą życia?

- Zdecydowanie tak. Jestem wdzięczny wychowawcom, którzy w trudnych chwilach wspierali nas i potrafili pomóc rozmową czy ciepłym słowem. Często pojawiały się gorsze momenty czy kłótnie w gronie kolegów, a wówczas tacy ludzie są potrzebni, bo potrafią naprowadzić na dobre tory. Bursa uczy funkcjonowania w społeczeństwie. Teraz, wspomina się ten czas z uśmiechem na twarzy, ale kiedyś, pobyt w internacie nie był kolorowy. Gdy szykowałem się do spania, przeważnie przyjaciel z pokoju krzyczał albo do pomieszczenia wchodzili inni znajomi i robiło się zamieszanie. Sytuacji śmiesznych jednak nie brakowało.

Możesz przytoczyć jakąś ciekawą historyjkę.

 - Ostatnie pół roku, gdy dzieliłem pokój z dwoma bramkarzami - Michałem Gołuńskim i Mateuszem Kochalskim, było najśmieszniejszym okresem w moim życiu. Nie będę przytaczał różnych niecodziennych wydarzeń, ponieważ nie warto ich publikować (śmiech). Wydaje mi się, że ten, kto nigdy nie mieszkał w bursie, będzie miał trudniej w życiu. Nie mówię, że stanie się tak w każdym przypadku, ale internat uczy stopniowego i cennego wkraczania w dorosłość. Mimo iż czujesz, że ktoś cię pilnuje, jesteś zdany bardziej na siebie. Musisz samodzielnie wyprać ubrania czy wysprzątać pokój... Są to drobne szczegóły, do których nie przykłada się wielkiej uwagi mieszkając z rodzicami. A są one kluczowe w dorosłym życiu.

 

- Doprecyzuję, że mieszkałem w bursie salezjańskiej, która powiększyła moją wiarę w Pana Boga. Żyliśmy z ludźmi mocno wierzącymi. Codziennie chodziliśmy na modlitwy oraz opowiadano nam słówko na dobranoc. Dla zwykłej osoby jest to trochę dziwne, ja sam na początku nie mogłem się do tego przyzwyczaić. Zadawałem sobie w głowie pytania: "Kurcze, a po co mi to?". Teraz, brakuje mi tej opowieści przed snem czy wspólnej litanii, która potrafiła zjednoczyć. Mimo to, że każdy przyszedł z innego miasta czy społeczności, potrafiliśmy żyć w zgodzie.

 

Wiara, o której mówisz, znacząco pomaga tobie na boisku?

 

- Religia w piłce nożnej jest dla mnie bardzo ważna. Wiara w Boga pomaga dochodzić do celu. Życie sportowca nie zawsze wygląda piękne. Często, w drodze na szczyt, zdarzają się spadki formy, kontuzje, słabsze momenty... Wówczas, świadomość tego, że ktoś nad tobą czuwa i ci pomaga, jest największym błogosławieństwem. 

 

Zredagował: Wodzu